*per. Dominiki* Wylegiwanie się na trawie, grzejące słońce, zimne napoje i spokojny weekend - właśnie na to wszyscy zasługiwaliśmy po ostatnich wydarzeniach. Na szczęście Los Angeles nas nie zawiodło, ponieważ od kilku dni panują dość mocne upały, podczas których całe dnie możemy spędzać w ogrodzie. No, przynajmniej polska część naszego domu, bo Halston, Alexa i chłopaki niestety wciąż pracują. Coraz częściej wracają dopiero późnym wieczorem, kiedy ja i dziewczyny szykujemy się już do spania. Raz zdarzyło się nawet, że nasz boysband wrócił z koncertu dopiero nad ranem, przy okazji nas budząc. I pomyśleć, że od wyczyszczenia Kendowi pamięci minął dopiero tydzień... - Joł, ziemia do Domi. - słyszę nagle damski głos i czuję lekkie kopnięcie w udo. Podnoszę zdziwiona wzrok i dostrzegam Kamilę. - Trzymaj. - dziewczyna podaje mi szklankę soku, którą po chwili odbieram. - Dzięki. - uśmiecham się z wdzięcznością, obserwując jak moja przyjaciółka zajmuje miejsce obok mnie. - A ty sobie nie ...
2 DNI PÓŹNIEJ *per. Dominiki* Ze snu wyrywa mnie głośny dźwięk budzika, dochodzący z mojego telefonu, który powinien leżeć gdzieś obok mnie. Po omacku próbuję znaleźć źródło denerwującego dźwięku, ale niestety nie udaje mi się to. Uchylam lekko powieki, dzięki czemu lokalizuję w końcu telefon, zaplątany w zmiętą kołdrę, leżącą na drugim końcu łóżka. Niechętnie podnoszę się do pozycji siedzącej, sięgając w końcu smartfona i wyłączam budzik. Przecieram zaspane oczy, po czym zwlekam się z posłania, a następnie idę do łazienki, gdzie wykonuję poranne czynności. Staram się zrobić to porządnie, ale niezbyt mi to wychodzi, zważywszy na to, że zasypiam na stojąco. Nie chcę jednak, żeby ktokolwiek zorientował się, że spałam zaledwie przez pół godziny, więc w to, co właśnie robię, wkładam wszystkie swoje siły, jakie mi jeszcze zostały. Kilka minut później wchodzę do kuchni, gdzie zaczynam przygotowywać śniadanie. Wszyscy jeszcze śpią, ale już niewiele czasu zostało mi na przygotowanie pos...
*per. ?* Wycie syren, krzyki, chaos i ja, wyglądający zza rogu ulicy. Obserwuję to, co dzieje się w domu, w którym spędziłem ostatnie dziesięć lat. Z budynku wychodzi policja, wyprowadzając w kajdankach ludzi, którzy się mną opiekowali. Tak znajome, a jednocześnie obce mi osoby, szarpią się i awanturują, za wszelką cenę chcąc uniknąć więzienia. Kilka chwil później zostają jednak obezwładnieni i wrzuceni do radiowozów, odjeżdżających z włączonymi syrenami w stronę najbliższego komisariatu. Osuwam się po ścianie budynku i chowam twarz w dłonie. Ten dom, to jedyne miejsce, gdzie mogłem wrócić. Nie mam pojęcia, co teraz zrobię. Nie mam kompletnie żadnej alternatywy, żadnego mieszkania, żadnych większych funduszy. W plecaku mam ledwie sto dolarów i kilka par ubrań, co może starczyć mi najwięcej na tydzień przy maksymalnym oszczędzaniu, a teraz nie mogę wrócić nawet po resztę ubrań, bo cała posesja otoczona jest żółtą, policyjną taśmą. Wstaję niepewnie z ziemi, kierując się do jednego z...
Komentarze
Prześlij komentarz
Wydarzenia przedstawione w opowiadaniu są jedynie wytworem mojej wyobraźni i nie miały miejsca w realnym świecie.
Wszelkie zbieżności imion i nazwisk są przypadkowe.
Niektóre informacje zostały zmienione na potrzeby opowiadania.
Enjoy! :D