Posty

Rozdział 43

*per. Dominiki* - Gdzie ona jest? Powinno już dawno tutaj z nami stać. - Monika znów zaczyna narzekać. - Uspokój się, zdąży. Przed chwilą do niej pisałam, jest już w drodze. - staram się uspokoić moją zdenerwowaną kuzynkę. - O, świetnie! Pewnie utknęła w jakimś korku i się spóźni. No cudownie. - Monika chodzi wte i wewte obok lotniskowych krzesełek. - Uspokój się. Mogłaś w nocy spać i wstać szczęśliwa, a nie teraz narzekać przez niewyspanie. - patrzę na nią zła, wiedząc że zły humor mojej kuzynki wcale nie jest spowodowany spóźnieniem Kamili. - Ty też nie spałaś, więc siedź cicho, dobra? - Monika krzyżuje ręce na piersi i siada rozdrażniona obok mnie. Patrzę zaniepokojona na ekran telefonu. Za kilka minut mamy odprawę, a nadal nie jesteśmy w komplecie. Niespodziewanie dochodzi do mnie, że moja mama coś do mnie mówi. Patrzę na nią rozkojarzona i odpowiadam półgębkiem na zadane przez nią pytanie, nie bardzo wiedząc nawet, o co chodziło. Kami, gdzie jesteś?! Moja mama ciągle coś ...

Rozdział 42

Otwieram powoli oczy. Pierwszym, co widzę, jest jakiś chłopczyk, leżący obok mnie. Zrywam się przerażona z łóżka, w efekcie czego z hukiem spadam na podłogę. Chłopczyk jednak nie reaguje. Patrzę niepewnie na łóżko i z przerażeniem odkrywam, że leży na nim też moja młodsza wersja. Co jest?! Wstaję szybko z podłogi, rozglądając się po ciemnym pokoju. Wszystko wygląda tak, jak 11 lat temu. Tak, jak tamtej nocy, kiedy Kendall zapewniał mnie, że nigdzie nie wyjeżdża. Ściany są w kolorze bladego różu, a na ścianie wisi kilka półek ze stojącymi na nich pluszakami. Nad łóżkiem wisi mnóstwo zdjęć z mojego dzieciństwa, a w rogu pokoju stoi mała biblioteczka. Patrzę z powrotem na łóżko. Moja młodsza wersja spokojnie śpi, przytulając pluszowego misia. Na jej policzku można dostrzec ślady łez. Dociera do mnie, że chłopczyk, który leży obok, to Kendall. Kendall sprzed 11 lat. Krzyżuję ręce na piersi i robię kilka kroków wstecz, patrząc na to z niedowierzaniem. O co tutaj chodzi? Cofnęłam się w cza...

Rozdział 41

Obraz
*per. Dominiki* Po trzech godzinach z ulgą wychodzę z sali egzaminacyjnej. W gruncie rzeczy nie było tak strasznie, jak myślałam. Pytania były całkiem łatwe i na większość znałam odpowiedź. Sęk w tym, że kompletnie nie potrafiłam się skupić. Myślałam o wszystkim, tylko nie o języku polskim. W trakcie tych trzech godzin przez głowę zdążyły przelecieć mi myśli o Kendallu, o liście, o Piotrku, o Marcelu i o sytuacji w domu Kacpra. Chyba po prostu zbyt dużo zwaliło mi się na głowę w zbyt krótkim okresie czasu. Mam tylko nadzieję, że nie zaważy to na wyniku mojej matury. - Idziesz z nami, Domi? - słyszę nagle, więc czym prędzej przenoszę wzrok na niespodziewanego rozmówcę. - Co? Dokąd? - pytam Piotrka, nie bardzo wiedząc, o co mu chodzi. - Oj, Domi, Domi, jak zwykle masz głowę w chmurach. - chłopak przewraca oczami, wzdychając. -  Idziemy z chłopakami nad jezioro, idziesz z nami? - Nie, sorki. - Dlaczego? Przecież umiesz wszystko na jutrzejszą matmę, no błagam, chodź się trochę zr...

Rozdział 40

Obraz
*per. Dominiki* Widząc, że Marcel znów zaczyna kontaktować, kucam naprzeciwko niego, a po chwili to samo robi Kamila. Czekam cierpliwie, aż chłopakowi całkowicie wróci świadomość, ale widzę, że Kamili zaczyna się dłużyć i chciałaby jak najszybciej poznać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Bojąc się, że Kami zrobi jakieś głupstwo, przez które Marcel nic nam nie powie, zaczynam klepać chłopaka po policzku, próbując przyspieszyć proces cucenia go. Na całe szczęście już kilka minut później związany psychol patrzy na nas całkowicie przytomnie, a na jego twarzy zaczyna gościć lekki, cwany uśmieszek. Chwila, co?! Dlaczego ten psychol znowu się uśmiecha?! - Z czego się cieszysz kretynie? - pyta prowokacyjnie Kamila, wkurzona dobrym humorem agresora. - Niezłe jesteście. - wypala ni stąd ni zowąd Marcel, wprawiając nas w osłupienie. - Wujek będzie zadowolony. - Jaki wujek? O czym Ty mówisz? - pytam na tyle spokojnie, na ile pozwala mi sytuacja, powstrzymując jednocześnie moją przyjaciółkę...

Rozdział 39

*per. Dominiki* Po dziesięciu minutach zawziętej dyskusji o dziwnym zachowaniu Marcela, wraz z Kamilą powoli schodzimy do piwnicy. Z każdym pokonanym stopniem schodów mój oddech coraz bardziej przyspiesza, a serce zaczyna bić jak oszalałe. Już dawno nie bałam się tak bardzo. Nie znam Marcela, nie wiem, do czego jest zdolny, ani co wymyślił. Wiem, że muszę być przygotowana na każdą okoliczność, ale w głębi duszy mam jednak nadzieję, że Marcel nie jest żadnym psychopatycznym mordercą i nie ściągnął nas do piwnicy, żeby nas poćwiartować. Stawiamy ostatnie kroki, wchodząc jednocześnie do piwnicy. Marcela tam jednak nie ma. Są tylko puste kartony stojące pod jedną ze ścian, kilka starych, nieużywanych ławek ze szkolnych sal oraz wszechogarniająca ciemność, czyli standard. Wszystko jest tak, jak było podczas ostatniej narady mojej i Kamili. - No proszę, jesteście punktualne. To dobrze. - słyszymy nagle zza pleców głos Marcela i prawie podskakujemy ze strachu. Przecież nie było słychać jeg...

Rozdział 38

Obraz
3 DNI PÓŹNIEJ *per. Dominiki* To już dzisiaj. Dzisiaj jest pierwszy dzień matur. Dwa dni temu oficjalnie skończyłam liceum, a dziś stoję zestresowana przed salą, w której za kilka minut będę zdawać swój egzamin dojrzałości. Ściskam w dłoni dowód osobisty oraz butelkę wody i dwa długopisy, patrząc czy wszystkie znajome mi osoby zjawiły się w szkole. Dostrzegam wszystkich, oprócz tej jednej osoby, której tak naprawdę szukam. Z Kamilą nie mam kontaktu od naszej kłótni. Nie odbiera telefonów, nie ma jej w domu, nie pojawiła się w ostatnich dniach szkoły, ani nie przyszła na zakończenie roku. Bardzo się o nią martwię, bo jeszcze nigdy nie milczała tak długo. Okay, zdarzały nam się kłótnie, ale zwykle po jednym, maksymalnie po dwóch dniach godziłyśmy się i wszystko było po staremu. A teraz? A teraz nawet nie wiem, czy przyjdzie na maturę, czy może zaprzepaści szansę, którą sama sobie stworzyła, biorąc się w ostatniej klasie ostro do nauki. Coraz bardziej zdenerwowana zaczynam chodzić w k...

Rozdział 37

Obraz
NASTĘPNEGO DNIA *per. Dominiki* Ze snu wyrywa mnie lekkie potrząsanie. Zdziwiona otwieram oczy, niezbyt wiedząc, co się dzieje. Centralnie przed sobą dostrzegam budzącą mnie mamę. Zaskoczona siadam na łóżku i patrzę na moją rodzicielkę, próbując zrozumieć, jakim cudem weszła do pokoju, skoro drzwi były zamknięte na klucz. Dopiero po chwili przypominam sobie, że przecież w nocy szłam do łazienki i widocznie po powrocie nie zamknęłam pokoju. Wzdycham cicho i przeciągam się, ziewając. Kompletnie nie chce mi się wstawać, ale wiem, że nie mogę opuścić kolejnego dnia w szkole, bo do matury zostało coraz mniej czasu. - Córeczko? - słyszę nagle zmartwiony głos mamy, więc przenoszę na nią wzrok. - Możemy porozmawiać? - No pewnie. O czym? - przeczesuję palcami opadające mi na twarz włosy, patrząc wyczekująco na kobietę. - Dlaczego wczoraj cały dzień siedziałaś zamknięta w pokoju i płakałaś? Co się stało? - pyta, siadając obok mnie. - Nie płakałam. - mówię cicho, spuszczając wzrok. Nie chc...